Świat wyobraźni

Świat wyobraźni

wtorek, 8 kwietnia 2014

Bhral cz.2

W związku z zbliżającym się świętem "Wielkich Dni" przy każdej bramie miejskiej umieszczono dwóch strażników. Mieli oni prowadzić selekcje wśród przybywającej ludności.
Na przedzie i bezzwłocznie mieli wpuszczać ludzi z odpowiednim glejtem, później kupców, którzy brali czynny udział w święcie, a na końcu zwyczajnych mieszczan.
To wszystko spowodowane było przeludnieniem panującym w mieście. Wiązało się ono z głodem, biedą, brakiem pracy i ogólną słabą sytuacją ekonomiczną. Owe wydarzenie miało na celu zapełnić chociaż w pewnym stopniu miejski skarbiec.
Południowa brama pilnowana była przed dwóch mężczyzn, którzy byli swoimi kompletnymi przeciwieństwami. Jeden rosły, szeroki w barach i wielki niczym dąb, a drugi niski, drobny i chudy niczym patyk. Oboje odziani byli w płaszcz z herbem miasta na plecach. Był nim jastrząb na czerwonej tarczy. Nie można zapomnieć o mieczach, które były uwieszone u ich pasów. Wyglądały imponującą, gdyż wykute zostały przez samego nadwornego kowala.
Różni ludzie próbowali dostać się do miasta, ale trójka mężczyzn, która właśnie przed nimi stanęła, była najdziwniejsza. Byli równego wzrostu i postury. Każdy z nich był ścięty na łyso, a jedyną rzeczą, która pozwalała na ich rozróżnienie były brody. Mimo iż każda z nich pofarbowana była na kolor krwisto czerwony, to każda posiadała inną ilość supełków na niej zawiązanych. Trudno było określić, co symbolizują, ale może lepiej było tego nie wiedzieć. Oprócz tego wszyscy byli ubrani na czarno.
Aurę grozy wprowadzał również oręż, którym dysponowali. Kusza, młot dwuręczny i dwa sztylety.
Mniejszy strażnik postawił krok w ich stronę.
- Tędy przepuszczamy tylko osoby upoważnione. Jeżeli nie macie glejtu, to wracajcie do kolejki.
Palcem pokazał masę ludzi, próbujących dostać się do miasta.
Mężczyzna o największej ilości supłów na brodzie wyszedł przed szereg, w którym cała trójka stała. Odchrząknął, splunął obok buta strażnika i odrzekł.
- Wpuście nas, a nikomu się nic nie stanie. Nie chcemy przecież ofiar w postaci osób postronnych.
Jego usta lekko drgnęły imitując w ten sposób uśmieszek.
- Wiesz w ogóle do kogo mówisz pojebie?
Strażnik się mocno poirytował.
- Takich jak ty było tutaj wielu. Widzisz gdzieś jakichś? Nie, bo się ich pozbyliśmy, tak samo zrobimy z tobą.
Obrócił się tyłem do trójki mężczyzn i podszedł do drewnianego stołu. Zaczął sprawdzać coś w papierach, które się na nim znajdowały. Całej tej awanturze przyglądał się drugi wartownik. Chciał zareagować, ale nie było mu to dane. Jedno szybkie pchnięcie nożem i mężczyzna runął na ziemie. W tym samym czasie zaświszczał bełt. Przybił on mniejszego strażnika do blatu stołu. Zacharczał i zaczął pluć krwią.
Tłum wpadł w panikę. Całe zajście działo się przecież na ich oczach. Mimo wszystko nikt nie zareagował. Każdy pobiegł w inną stronę. Jedni próbowali dostać się do miasta, inni zaczęli uciekać w przeciwnym kierunku. Straż Miejska przybiegła po niespełna pięciu minutach, ale trójki mężczyzn już dawno tam nie było.

środa, 2 kwietnia 2014

Nadszedł koniec

Bogowie istnieli od zawsze, albo raczej ich nędzne wyobrażenie. Pomagali oni i pomagają po dziś dzień, zrozumieć prawa panujące na ziemi, które czasem po prostu trudno pojąć.
-Bzdury...
Burknąłem pod nosem, wziąłem łyk piwa i wróciłem do rozmyślania.
Jeżeli coś wychodzi poza strefę logicznego myślenia i opuszcza granice nauki, to nie znaczy, że nie ma  prawa bytu. Ale nie o tym mowa. Po prostu chce wiedzieć kto zesłał na mnie tą przeklętą klątwę. Darem tego raczej nazwać nie można.
Jeżeli kiedykolwiek chciałeś znać przyszłość, to uwierz mi, że jednak nie chcesz.
Na prawdę nikt nie ma ochoty iść ulicą i widzieć dookoła same trupy. Nic przyjemnego.
Nie mówiono, że życie będzie łatwe, ale na takie coś się nie godziłem. Z tego co wywnioskowałem, to moje "przepowiednie" dotyczą sześćdziesiątego trzeciego dnia od ich ujrzenia. Na mój niefart jutro miał być "Ten" dzień.
Dopiłem piwo i rozejrzałem się dookoła. Tyle nieświadomych ludzi. Jak bardzo chciałbym być na ich miejscu. Czasami po prostu warto niektórych rzeczy nie wiedzieć.
Westchnąłem i wstałem od stołu. Zarzuciłem na ramię skórzaną kurtkę i wyszedłem z baru.

Dzień zaczął się jak każdy inny- szklanką whiskey i papierosem. To było moje rutynowe śniadanie. Może trochę niezdrowe, ale kto by się tym przejmował? Powiem wam jedno. Na pewno nie ja. Zresztą i tak wszystko miało się dzisiaj skończyć. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Szybko się ubrałem i wyszedłem z domu. Nie chciałem umierać w tak piękny, słoneczny dzień.
Ulicę miasta jak zawsze były pełne ludzi. Ci się śpieszyli nie wiadomo gdzie. Wszyscy gnali za szczęściem, nie dostrzegając, że zostało ono w tyle. W przyziemnych, prostych czynnościach. Nigdy tego nie rozumiałem. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech, przynajmniej próbowałem. Strasznie się rozkaszlałem. Płuca już nie te same co kiedyś. Splunąłem na chodnik i ruszyłem przed siebie. Po chwili zrozumiałem, że mówię do siebie.
- Tylko jak się to wszystko kurwa skończy?

wtorek, 1 kwietnia 2014

Brhal

- Stary mówię Ci, takie cycki miała!
Mężczyzna zakreślił dłonią niemały okrąg. Chciał w ten sposób podkreślić walory kobiety, którą niedawno poznał. Podniósł kufel i paroma łukami opróżnił jego złocistą zawartość. Spojrzał na swojego kompana, a w jego oczach można było zobaczyć tą rzadko spotykaną iskrę. Miał on tak zawsze, jak mówił o swoich podbojach miłosnych. Po chwili, gdy już soczyście beknął, kontynuował.
- A jaka cudowna była w łożu?! Zaprzedałbym duszę, aby móc z nią spędzić kolejną noc. A tej wierz mi albo nie, ale nigdy nie zapomnę. Nigdy nie sądziłem, że kobiece ciało może wyginać się pod takimi kątami. A te usta i język..
- Ej, ej! Znowu odpłynąłeś...
Na policzku marzyciela pozostał czerwony odcisk dłoni jego rozmówcy. W zasadzie to słuchacza, bo odezwał się dopiero teraz.
- Rozczulasz się jak baba, a nawet gorzej! Masz jaja, czy zostawiłeś je tak samo, jak ona Ciebie?  Ci popierdoleni bardowie... zawsze musicie wszystko ubarwiać. Znając życie, to zrobiła Ci loda i na tym się skończyło. Twoje imię znakomicie do Ciebie pasuje. Brhal- po imperialnemu "Twardy". Tak samo jak Twój kutas na widok każdej kobiety.
Brhal nie tylko się speszył, ale i zaczerwienił. Najwidoczniej jego przyjaciel trafił w czuły punkt.
-Wiesz do czego odnosi się moje imię i jakie było moje przeznaczenie. Dokładnie, czas przeszły jest tu jak najbardziej na miejscu. Było! Bo jebany ojciec stwierdził, że jestem..
-Wiem wiem, nie musisz mi tego powtarzać.
Mężczyzna złagodniał, tak samo jak jego ton.
- Tylko wiesz, że nie znoszę, gdy opowiadasz mi o swoich miłosnych podbojach, a tym bardziej, gdy starasz się je szczegółowo opisywać.
Brhal spojrzał na niego zamglonym wzrokiem. Wspomnienia sprawiły, że całkowicie stracił humor, apetyt i ochotę na seks. No dobra, na to ostatnie zawsze był chętny.
- Darkian, idziemy stąd.
Rzucił pod nosem i położył na szynkwasie parę miedziaków. Jego kompan jak na zawołanie wstał i przerzucił torbę przez ramię.
- Już myślałem, że nigdy tego nie powiesz.
Wyszczerzył się ukazując braki w jego uzębieniu. Po chwili już ich nie było w karczmie.

Następny dzień przyszedł tak samo niespodziewanie, jak wszystkie inne. Słońce obudziło Brhala przy okazji oślepiając go swoimi promieniami. Ten mrużąc oczy wstał, tak samo jak jego penis.
- Słońce nie zastąpi ciepła kobiecego ciała...
Burknął pod nosem i opłukał twarz w misie. Woda była tak stara, że bardziej brudziła niż czyściła. Ponownie burknął i wsunął spodnie do połowy łydek. Założyłby je do końca, gdyby nie pukanie do drzwi. Zapomniawszy o spodniach podszedł do nich i krzyknął.
- Kto tam...
Po chwili dodał.
- Kurwa...
Nikt się nie odzywał. Myśląc, że po prostu się przesłyszał, obrócił się i już miał ruszyć z powrotem do misy, ale usłyszał głos. Głos dźwięczny i melodyjny ten, którego mógłby słuchać co ranek.
- To... to ja...
Zajęknęła się. Nawet to dodawało jej głosu jeszcze większego uroku. Brhal wsunął spodnie i przekręcił klucz w drzwiach.
- Witaj!
Ukłonił się najniżej jak potrafił.
- Myślałem, że no wiesz, więcej się nie spotkamy.
Ta tylko westchnęła i schowała twarz w dłoniach. Ile on by dał, by poczuć jeszcze raz ich dotyk. Nie rozpłakała się, po prostu potrzebowała chwili by zebrać wszystkie myśli. Nie zajęło jej to dużo czasu, ale dla niego była to wieczność. Cisza, która panowała była przerywana przez nierównomierne bicie serca barda. Huczało na cały pokój, przynajmniej mu się tak wydawało. W końcu dziewczyna się odezwała.
- Wyjeżdżam. Ojciec stwierdził, że miejscowa sytuacja ekonomiczna nie sprzyja robieniu interesów.
Dopiero teraz się rozpłakała. Bezdźwięcznie łkała, a po jej policzkach spływały łzy.  Wyjąknęła tylko, że nie chce z nim wyjeżdżać i rzuciła się Bhralowi w objęcia.
- Ucieknijmy! Jest tyle miejsc, tyle miast, w których moglibyśmy zacząć wszystko na nowo. Bez nich wszystkich, tylko my...
Bard długo zastanawiał się nad słowami Hevry, bo właściwie tak miała na imię jego miłość. Mimo licznych zalet tego pomysłu on musiał odmówić. Nie tak miała wyglądać jego przyszłość. Nie to oznajmiła mu przepowiednia.
- Nie wiesz, jak bardzo bym tego chciał. Niestety, nie mogę od tak wszystkiego rzucić. Nie ja, nie ja...
Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy. Przepełniała ją złość jak i smutek i rozpacz.
- Chcesz tak po prostu odejść? Zapomnieć o tym, co nas łączyło, zniszczyć to wszystko?!
Ostatnie słowa mocno zaakcentował. Brhal chciał cokolwiek odpowiedzieć, ale w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi.  O ile walenie w nie z całej siły można tak nazwać. Nim ktokolwiek zdążył zareagować upadły one na podłogę, przy okazji wznosząc tumany kurzu. Za czysto to tutaj nie było. Za drzwiami stał nie kto inny jak towarzysz barda. Widać było, że jest czymś poważnie zdenerwowany, a jego nierównomierny oddech świadczył o tym, że musiał tutaj biec. Bhral i Hevry wpatrywali się z zdumieniem w mężczyznę. Jego wyjaśnienia, a raczej przypływ paniki był przerywany przez próby złapania tchu.
- Znaleźli Cię! Nie mamy czasu. Ubieraj się i za pięć minut wyruszamy dalej. Właśnie w tym momencie przechodzą przez bramy miasta.
Barczysty mężczyzna podszedł powoli do nieznajomej i lekko się ukłonił. Co by jej nie spłoszyć.
- Pani podziękujemy. Jak widać nieco się nam śpieszy.
Uśmiechnął się szeroko pokazując swoje resztki zębów.
Nie zdążył dokończyć nawet zdania, a Bhral stał przy nim w pełnej gotowości. Ubrany, z zarzuconą na plecy torbą. Objął on Hevry w pasie i przyciągnął do siebie. Żałował, że nie miał czasu na coś więcej niż zwyczajny buziak, ale w zaistniałych okolicznościach...
Po chwili już go nie było. Tylko gdzieś z parteru gospody można było usłyszeć krzyk.
- To dopiero początek! Jeszcze się spotkamy!